Kategorie
Ciekawostki Nauka na talerzu

Głód, sytość i podjadanie — jak działają leptyna, grelina i insulina?

Głód to nie tylko pusty żołądek i brak silnej woli. Na apetyt wpływają hormony, mózg, jelita, sen, stres i sposób komponowania posiłków. W tym artykule prosto wyjaśniam, czym są leptyna, grelina, insulina, leptynooporność i insulinooporność — bez straszenia, za to z dużą dawką życiowego podejścia.

Są takie dni, kiedy człowiek zje śniadanie, niby wszystko jest w porządku, a po godzinie już zagląda do lodówki. Albo wieczorem, po całym dniu trzymania się planu, nagle przychodzi ochota na „coś”. Nie wiadomo dokładnie co, ale wiadomo, że najlepiej coś dobrego, słodkiego, chrupiącego i dostępnego od razu.

I wtedy bardzo łatwo pomyśleć:
„No tak, znowu brak silnej woli”.

Tylko że apetyt to nie jest wyłącznie kwestia charakteru. Głód i sytość są regulowane przez bardzo złożony system. Biorą w nim udział mózg, żołądek, jelita, tkanka tłuszczowa, hormony, poziom energii, stres, sen, zapach jedzenia, emocje, nawyki, a nawet to, jak wygląda posiłek.

Brzmi poważnie? Spokojnie. Da się to wyjaśnić po ludzku.

Głód to nie tylko pusty żołądek

Często myślimy o głodzie bardzo prosto: żołądek pusty, więc chce się jeść. I oczywiście coś w tym jest. Żołądek rzeczywiście wysyła sygnały do mózgu. Kiedy się rozciąga po posiłku, organizm dostaje informację: „coś zostało zjedzone, można zwolnić”.

Ale to tylko jeden element całej układanki.

Na to, czy czujemy głód albo sytość, wpływają między innymi:

  • poziom glukozy we krwi,
  • ilość dostępnej energii,
  • hormony przewodu pokarmowego,
  • sygnały z tkanki tłuszczowej,
  • napięcie żołądka i jelit,
  • stres i emocje,
  • wygląd, smak i zapach jedzenia,
  • wcześniejsze posiłki,
  • dłuższy bilans energetyczny organizmu.

Czyli mówiąc prościej: organizm nie pyta tylko, czy żołądek jest pełny. On cały czas zbiera informacje z różnych miejsc i na tej podstawie decyduje, czy warto szukać jedzenia, czy można już dać sobie spokój.

Mózg ma swoje centrum dowodzenia

W regulacji głodu i sytości ważną rolę odgrywa podwzgórze, czyli niewielka, ale bardzo istotna część mózgu. To tam znajdują się struktury związane z odczuwaniem głodu i sytości.

Można to sobie wyobrazić trochę jak centrum dowodzenia.

Jedna część mówi:
„Szukamy jedzenia”.

Druga część mówi:
„Dziękuję, wystarczy”.

Oczywiście w organizmie nie działa to tak prosto jak włącznik światła. To raczej cała sieć wiadomości, sygnałów i odpowiedzi. Do mózgu docierają informacje z żołądka, jelit, krwi, tkanki tłuszczowej i układu nerwowego.

Dlatego czasem możesz zjeść objętościowo sporo, ale nadal czuć niedosyt. A innym razem niewielki, dobrze skomponowany posiłek daje sytość na długo.

Tu właśnie zaczyna się robić ciekawie.

Grelina — hormon, który mówi: „czas coś zjeść”

Grelina jest często nazywana hormonem głodu. Wydzielana jest głównie w żołądku i jej stężenie zwykle rośnie przed posiłkiem. To taki sygnał dla organizmu: „przydałoby się jedzenie”.

Kiedy jesteśmy długo bez posiłku, grelina może się zwiększać i nasilać uczucie głodu. Po jedzeniu jej poziom zazwyczaj spada.

Po jedzeniu jej poziom zazwyczaj spada.
Warto jednak pamiętać, że grelina nie jest naszym wrogiem. Ona nie robi niczego złośliwie. Jej zadaniem jest pomóc organizmowi zadbać o dostarczenie energii.

Problem zaczyna się wtedy, gdy cały system jest rozregulowany. Na przykład po wielu restrykcyjnych dietach, po zbyt długim głodzeniu się, po chaotycznym jedzeniu, przy dużym stresie albo po niedospanych nocach. Wtedy apetyt potrafi zachowywać się jak rozkapryszony domownik: niby już coś dostał, ale nadal marudzi.

Dlatego u wielu osób strategia „będę jeść jak najmniej przez cały dzień” kończy się wieczorem tak samo: lodówka otwarta, rozsądek siedzi cicho w kącie, a człowiek szuka czegoś, co da szybką ulgę.

I nie, to nie zawsze jest brak silnej woli. Czasem to organizm, który przez cały dzień dostawał za mało sensownego paliwa.

Leptyna — sygnał: „mamy zapasy energii”

Drugim ważnym hormonem jest leptyna. Produkuje ją głównie tkanka tłuszczowa. Jej rola polega między innymi na przekazywaniu mózgowi informacji o stanie zapasów energetycznych organizmu.

W dużym uproszczeniu leptyna mówi:
„Mamy energię, nie trzeba ciągle jeść”.

Czyli grelina bardziej podkręca głód, a leptyna pomaga hamować apetyt i informuje organizm, że zapasy są wystarczające.

Ale tu też sprawa nie jest czarno-biała.

U osób z większą ilością tkanki tłuszczowej leptyny może być dużo, ale mózg może gorzej odbierać jej sygnał. To trochę tak, jakby ktoś mówił do nas normalnym głosem, ale za ścianą grała głośna muzyka. Sygnał jest, ale nie dociera tak, jak powinien.

Wtedy organizm może mieć zapasy energii, a mimo to apetyt nadal bywa większy, sytość słabsza, a kontrola jedzenia trudniejsza.

To bardzo ważne, bo pokazuje jedną rzecz: nadmierny apetyt nie zawsze wynika z „łakomstwa”. Czasem ciało i mózg naprawdę nie dogadują się tak sprawnie, jak powinny.

A czym jest leptynooporność?

Przy okazji leptyny warto wspomnieć o leptynooporności. To sytuacja, w której leptyna jest obecna, często nawet w dużej ilości, ale mózg gorzej odbiera jej sygnał.

Można to porównać do wiadomości wysłanej z telefonu. Tkanka tłuszczowa wysyła informację: „mamy zapasy energii”. Problem w tym, że mózg nie odczytuje tej wiadomości prawidłowo albo reaguje na nią zbyt słabo.

W praktyce może to oznaczać, że organizm ma zapasy energii, ale uczucie sytości nie działa tak sprawnie, jak powinno. Apetyt może być większy, trudniej się nasycić, a odchudzanie bywa bardziej frustrujące.

I to jest bardzo ważne: leptynooporność nie oznacza, że ktoś jest „łakomy” albo „bez charakteru”. To raczej przykład tego, że układ regulujący apetyt może się rozregulować. Dlatego przy problemach z masą ciała samo hasło „jedz mniej” często jest zbyt dużym uproszczeniem.

Nie znaczy to oczywiście, że nie mamy żadnego wpływu na sytuację. Znaczenie mają między innymi jakość jedzenia, sen, aktywność fizyczna, stopień przetworzenia diety, regularność posiłków i ogólny styl życia. Ale warto patrzeć na to spokojnie, bez obwiniania siebie za każdy sygnał głodu.

Insulina też bierze udział w tej rozmowie

W tej układance pojawia się również insulina. Kojarzymy ją głównie z poziomem glukozy we krwi, ale ona także przekazuje informacje o stanie energetycznym organizmu.

Po posiłku, szczególnie zawierającym węglowodany, poziom glukozy we krwi rośnie, a trzustka wydziela insulinę. Insulina pomaga przenieść glukozę do komórek i wpływa na magazynowanie energii.

Ale poza tym insulina oddziałuje również na mechanizmy związane z apetytem. Wspólnie z leptyną należy do dłuższej regulacji pobierania pokarmu, czyli nie chodzi tylko o pytanie: „czy teraz zjeść posiłek?”, ale też o to, jak wygląda sytuacja energetyczna organizmu w dłuższej perspektywie.

Dlatego dieta oparta na ciągłych skokach cukru, podjadaniu i bardzo przetworzonych produktach może utrudniać spokojne odczuwanie sytości. Nie u każdego tak samo, nie zawsze od razu, ale warto mieć to z tyłu głowy.

A czym jest insulinooporność?

Insulinooporność to stan, w którym komórki organizmu słabiej reagują na działanie insuliny. Najczęściej mówi się tu o wątrobie, mięśniach i tkance tłuszczowej. Insulina nadal jest produkowana, ale organizm potrzebuje jej więcej, żeby uzyskać ten sam efekt.

Po ludzku można powiedzieć tak: insulina puka do drzwi komórki z informacją „czas wpuścić glukozę”, ale komórka odpowiada słabiej niż powinna. Trzustka próbuje więc produkować więcej insuliny, żeby utrzymać prawidłowy poziom glukozy.

Przez jakiś czas organizm może sobie z tym radzić. Problem w tym, że taki stan nie jest obojętny dla metabolizmu. Może sprzyjać wahaniom energii, większemu apetytowi, trudnościom z redukcją masy ciała i większemu ryzyku zaburzeń gospodarki węglowodanowej.

Nie oznacza to jednak, że każda ochota na słodkie to od razu insulinooporność. Tego nie diagnozuje się „na czuja” ani po jednym objawie. Jeśli ktoś podejrzewa u siebie taki problem, warto skonsultować się z lekarzem i wykonać odpowiednie badania, na przykład glukozę i insulinę na czczo, a w razie potrzeby dalszą diagnostykę.

Ale poza tym insulina także oddziałuje na mechanizmy związane z apetytem. Wspólnie z leptyną należy do dłuższej regulacji pobierania pokarmu, czyli nie tylko „czy teraz zjeść posiłek”, ale też „jak wygląda sytuacja energetyczna organizmu w dłuższej perspektywie”.

Dlatego dieta oparta na ciągłych skokach cukru, podjadaniu i bardzo przetworzonych produktach może utrudniać spokojne odczuwanie sytości. Nie u każdego tak samo, nie zawsze od razu, ale warto mieć to z tyłu głowy.

Leptynooporność a insulinooporność — czym się różnią?

Leptynooporność i insulinooporność brzmią podobnie, bo w obu przypadkach chodzi o pewien rodzaj „oporności” organizmu na sygnał hormonalny. Ale dotyczą innych hormonów i trochę innych komunikatów.

Insulina jest mocno związana z gospodarką glukozowo-insulinową. Pomaga komórkom korzystać z glukozy i wpływa na magazynowanie energii.

Leptyna jest bardziej związana z informacją o zapasach energii i regulacją apetytu. Produkuje ją głównie tkanka tłuszczowa, a jej sygnał trafia do mózgu.

W dużym uproszczeniu można to ująć tak:

Insulinooporność
Komórki słabiej reagują na insulinę. To trochę tak, jakby insulina pukała do drzwi, ale drzwi otwierały się coraz bardziej opornie.

Leptynooporność
Mózg słabiej odbiera sygnał leptyny. Leptyna wysyła wiadomość: „mamy zapasy energii”, ale mózg nie odczytuje jej tak dobrze, jak powinien.

Oba mechanizmy mogą utrudniać kontrolę apetytu, masy ciała i energii w ciągu dnia. Nie warto jednak wyciągać pochopnych wniosków. To są złożone procesy, na które wpływają dieta, sen, aktywność, stres, masa ciała, geny i ogólny stan zdrowia.

Oba mechanizmy mogą utrudniać kontrolę apetytu, masy ciała i energii w ciągu dnia. Nie warto jednak wyciągać pochopnych wniosków. To są złożone procesy, na które wpływają dieta, sen, aktywność, stres, masa ciała, geny i ogólny stan zdrowia.

Żołądek i jelita też mają dużo do powiedzenia

Sytość nie powstaje tylko w głowie. Bardzo dużo dzieje się w przewodzie pokarmowym.

Kiedy jemy, żołądek się wypełnia i rozciąga. Receptory w jego ścianie wysyłają informację do mózgu między innymi przez nerw błędny. To jeden z powodów, dla których objętość posiłku ma znaczenie.

Dlatego czasem mały, bardzo kaloryczny deser nie daje takiej sytości jak większy posiłek z białkiem, warzywami i tłuszczem. Kalorie mogą się zgadzać, ale sygnały mechaniczne i hormonalne są zupełnie inne.

Jelita również reagują na obecność składników pokarmowych. Po jedzeniu wydzielane są hormony, które pomagają hamować apetyt. Należą do nich między innymi GLP-1, peptyd YY i cholecystokinina.

Brzmi skomplikowanie, ale sens jest prosty:
dobrze skomponowany posiłek nie tylko „wpada do żołądka”. On uruchamia całą serię sygnałów, które pomagają powiedzieć organizmowi: „jestem najedzona”.

Dlaczego białko i tłuszcz sycą lepiej niż samo „coś słodkiego”?

W praktyce kuchennej to wszystko ma ogromne znaczenie.

Jeśli zjemy coś, co szybko się trawi, szybko podnosi glukozę i nie daje dużej objętości ani porządnej porcji białka, sytość może być krótka. Przez chwilę jest przyjemnie, a potem znowu zaczyna się kręcenie po kuchni.

Natomiast posiłek, który zawiera dobre źródło białka, rozsądną ilość tłuszczu i coś objętościowego, zwykle daje organizmowi więcej sygnałów sytości.

Dlatego na low carb i keto tak dobrze sprawdzają się posiłki oparte na jajkach, twarogu, rybach, mięsie, serach, jogurcie typu greckiego, serku wiejskim, awokado, oliwie, pestkach, orzechach i warzywach o niskiej zawartości węglowodanów.

Nie chodzi o to, żeby jeść „idealnie”. Chodzi o to, żeby posiłek miał sens.

Bo można zjeść coś „keto”, co będzie miało mnóstwo tłuszczu, ale mało białka i mało objętości. I wtedy sytość wcale nie musi być cudowna. Sam tłuszcz nie zawsze załatwia sprawę. Zwłaszcza u kobiet, które chcą redukować masę ciała, utrzymać mięśnie i nie chodzić przez pół dnia głodne.

Stres, emocje i jedzenie dla ulgi

W regulacji apetytu znaczenie mają też emocje. Stres, zdenerwowanie, napięcie, zmęczenie czy lęk mogą wpływać na zachowania żywieniowe.

I to jest temat, o którym warto mówić delikatnie, bo wiele osób ma z tym problem.

Jedzenie daje przyjemność. To normalne. Nie ma sensu udawać, że jedzenie jest wyłącznie paliwem, bo nie jest. Jest też tradycją, wspomnieniem, domem, zapachem dzieciństwa, niedzielnym ciastem, obiadem u babci i świętym spokojem po trudnym dniu.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy jedzenie staje się głównym sposobem regulowania emocji. Gdy po każdym stresie trzeba coś podjeść. Gdy zmęczenie zawsze kończy się słodyczami. Gdy wieczorem nie chodzi już o głód, tylko o nagrodę za przetrwanie dnia.

I tu naprawdę nie pomaga mówienie sobie: „jestem beznadziejna”.

Dużo bardziej pomaga pytanie:
„Czego ja teraz naprawdę potrzebuję?”

Czasem odpowiedź brzmi: konkretnego posiłku.
Czasem: snu.
Czasem: odpoczynku.
Czasem: świętego spokoju.
A czasem: mniej restrykcyjnego planu jedzenia, który nie doprowadza wieczorem do wilczego głodu.

Dlaczego po diecie apetyt potrafi wrócić ze zdwojoną siłą?

Organizm nie lubi gwałtownych zmian. Jeśli przez długi czas jemy za mało, redukujemy masę ciała, mocno ograniczamy kalorie albo ciągle jesteśmy „na diecie”, ciało może zacząć bronić swoich zapasów.

Jednym z mechanizmów jest zwiększenie apetytu. Może wzrosnąć głód, mogą pojawić się silniejsze zachcianki, a utrzymanie nowej masy ciała bywa trudniejsze niż samo chudnięcie.

To znowu nie jest powód do wstydu. To fizjologia.

Dlatego rozsądna redukcja nie powinna polegać na karaniu siebie głodem. Lepiej działa podejście spokojniejsze: więcej białka, mniej cukru, mniej produktów, które nakręcają apetyt, dobrze skomponowane posiłki, sen, ruch i cierpliwość.

Wiem, cierpliwość nie brzmi tak atrakcyjnie jak „schudnij 10 kg w 10 dni”. Ale ciało to nie aplikacja, której można kazać natychmiast wykonać aktualizację.

Jak komponować posiłki, żeby sytość miała szansę się pojawić?

Nie musimy znać na pamięć nazw wszystkich hormonów, żeby dobrze zjeść. W praktyce warto zapamiętać kilka prostych zasad.

1. Dbaj o białko

Białko pomaga budować sytość i jest ważne dla mięśni, szczególnie z wiekiem. W posiłku low carb dobrze, żeby pojawiło się konkretne źródło białka: jajka, ryba, mięso, twaróg, serek wiejski, skyr, jogurt grecki, ser, owoce morza albo dobrej jakości wędlina.

2. Nie bój się tłuszczu, ale nie lej go bez opamiętania

Tłuszcz daje smak i sytość, ale ma też dużo kalorii. Na keto łatwo przesadzić z orzechami, mascarpone, śmietanką, oliwą czy masłem. To są dobre produkty, ale nie są magiczne.

3. Dodaj objętość

Warzywa, zielenina, ogórki, sałata, cukinia, brokuły, kalafior, kapusta, kiszonki — to wszystko pomaga zbudować większy, bardziej sycący posiłek.

4. Uważaj na słodkie „fit” przekąski

Deser bez cukru może być świetnym rozwiązaniem, ale nadal jest deserem. Jeśli po każdym takim deserze masz ochotę na kolejny, warto przyjrzeć się nie tylko składnikom, ale też swoim reakcjom.

5. Nie doprowadzaj się regularnie do wilczego głodu

Niektórym służą dłuższe przerwy między posiłkami, innym nie. Jeśli po całym dniu picia kawy i „trzymania się” wieczorem zjadasz wszystko, co znajdziesz, to może nie jesteś słaba. Może Twój plan jest po prostu źle ustawiony.

Keto i low carb mogą pomagać, ale nie muszą być religią

Dieta low carb może u wielu osób poprawiać sytość, bo ogranicza produkty mocno podbijające apetyt, zmniejsza ilość cukru i często zwiększa udział białka oraz tłuszczu w posiłkach.

Ale nie chodzi o to, żeby bać się każdego grama węglowodanów.

Chodzi o to, żeby znaleźć taki sposób jedzenia, który pozwala Ci funkcjonować normalnie: mieć energię, nie podjadać co godzinę, nie budzić się z myślą o słodyczach i nie kończyć każdego dnia poczuciem winy.

Dla jednej osoby to będzie ścisłe keto.
Dla innej spokojne low carb.
Dla kolejnej po prostu dieta bez cukru i z większą ilością białka.

Najważniejsze, żeby jedzenie nie było codzienną wojną.

JAJECZNA SAŁATKA WIOSENNA z rzodkiewką

Podsumowanie

Głód i sytość to nie tylko kwestia pustego albo pełnego żołądka. To skomplikowany system, w którym biorą udział mózg, przewód pokarmowy, tkanka tłuszczowa, hormony, poziom energii, emocje i nawyki.

Grelina pomaga uruchomić uczucie głodu.
Leptyna informuje organizm o zapasach energii.
Insulina także uczestniczy w regulacji energetycznej.
Hormony jelitowe pomagają budować sytość po posiłku.
A żołądek i jelita wysyłają do mózgu sygnały, które wpływają na to, czy chcemy jeść dalej.

Dlatego jeśli czasem masz problem z apetytem, nie zaczynaj od obwiniania siebie. Lepiej przyjrzyj się temu, jak jesz, ile śpisz, czy Twoje posiłki mają wystarczająco białka, czy nie doprowadzasz się do wilczego głodu i czy jedzenie nie stało się jedynym sposobem na stres.

Bo ciało nie jest wrogiem. Ono często po prostu próbuje sobie poradzić najlepiej, jak umie.

A my możemy mu w tym pomóc — spokojniej, mądrzej i bez ciągłego stawiania siebie do kąta.

Jeśli chcesz zacząć praktycznie, wybieraj posiłki, które naprawdę sycą: z dobrym źródłem białka, rozsądną ilością tłuszczu i dodatkiem warzyw. To nie musi być skomplikowane. Czasem najprostsze jedzenie robi największą robotę.

Źródła i inspiracje:

  • materiały własne ze studiów dotyczące mechanizmów regulujących pobieranie pokarmu i pracę przewodu pokarmowego,
  • Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej — materiały o insulinooporności,
  • wybrane opracowania dotyczące leptyny, greliny i hormonów przewodu pokarmowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *